Żyjmy po chrześcijańsku, przyjaciele moi !
Ach, tego nam oburącz imać się przystoi;
Przystoi karku nagiąć w obowiązek cnoty:
Trzpiotałem się za młodu, znam już, co są trzpioty.
Każdy z nich oślep leci, gdzie żądza powoła,
Zawsze gotów na balik, nigdy do kościoła;
Inny się na panience wywali jak długi,
Naśmiewając się z Boga i bożego sługi.
Cóż w końcu? - Śmierć, niestety, babsko krzywonose,
Już wietrzy żartownisiów, już naostrza kosę.
Biegną przodem, chromając, Gorączki, jej kumki,
Wraz przy łóżku bernardyn i adwokat stanie:
<< Żegnaj się >> - << Piszesz testament >>-
Mów pacierz , mospanie ! >>
Póżna wtenczas z ust sinych odzywa się skrucha,
Póżne już: << W imię Ojca i Syna i Ducha !
Święty Wincenty, Jacku, modlcie się za nami,
Świeta Klaro, Urszulko cna z towarzyszkami ! >>
Próżno szemrzą dookoła po łacinie popi,
Tamten olejem pecka, ten żegna, ów kropi.
A diabeł siedzi sobie na rogu poduszki,
Ostrzy szpony, nieszczęsnej oczekuje duszki,
I zaledwie ta z trupa zimnego uciekła,
Natychmiast capes za nię i mczy na dno pekła.
( PIEŚŃ PIĄTA ) Adam Mickiewicz
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz